Werset w centrum uwagi

Ewangelia Jana 8:51 – znaczenie i zastosowanie

Poznaj znaczenie tego wersetu w kontekście tego, z czym się mierzysz, i dowiedz się, jak zastosować go w życiu

Przekład: Biblia BibleGuided — Polski

Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki.

Ewangelia Jana 8:51

Co oznacza Ewangelia Jana 8:51?

W Ewangelii Jana 8:51 Jezus obiecuje, że ten, kto zachowuje Jego naukę, nie zazna śmierci na wieki. Nie oznacza to uniknięcia śmierci fizycznej, lecz życie wieczne z Bogiem. W dalszej rozmowie słuchacze mylą te znaczenia. W praktyce zachowywanie nauki Jezusa wpływa na codzienne wybory, na przykład na sposób traktowania innych.

bolt

Masz pytanie dotyczące tego wersetu?

Zapytaj naszą chrześcijańską AI, która uwzględnia Twoją tradycję wyznaniową, jak to Pismo może odnosić się do tego, z czym się mierzysz.

forum Zapytaj chrześcijańską AI – bezpłatnie

Bez karty płatniczej • Wskazówki oparte na Biblii • Zacznij bezpłatnie

Kontynuuj naukę dzięki płatnym kredytom

menu_book Werset w kontekście

auto_stories

Odkrywaj studia biblijne z przewodnikiem

Uporządkowane sesje z notatkami, pytaniami i wskazówkami doradcy

Micro-Study Liczba dni: 5

Błogosławieństwa (krótkie studium na 5 dni)

Krótkie studium o błogosławieństwach Jezusa i życiu zgodnym z zasadami Królestwa Bożego.

Podgląd sesji 1:

Pokorni i pogrążeni w smutku

schedule 6 min

Micro-Study Liczba dni: 5

Psalmy pocieszenia (krótkie studium na 5 dni)

Krótkie, wyciszające sesje oparte na Psalmach.

Podgląd sesji 1:

Troska Pasterza

schedule 5 min

lock_open Utwórz bezpłatne konto, aby zapisywać notatki, śledzić postępy i odblokować wszystkie sesje

person_add Utwórz bezpłatne konto

auto_stories Komentarz Bible Guided

W tych wersetach, a szczególnie w Ewangelii Jana 8:51, mowa jest o nieśmiertelności wierzących. Jezus rozpoczyna od uroczystych słów: „Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam”, które wzywają do uważnego słuchania i pełnej wiary. Oznajmia, że kto zachowa Jego słowo, nie ujrzy śmierci na wieki. Wierzący to ten, kto zachowuje słowa Pana Jezusa, czyli przekazane przez Niego nauczanie. Nie wystarczy je przyjąć. Trzeba je zachować: mieć je w pamięci, cenić i strzec, by ich nie przekraczać ani nie postępować wbrew nim. Należy traktować je jak powierzony nam cenny skarb i żyć według nich.

Przywilej wierzącego jest wielki: nie ujrzy on śmierci na wieki. Oryginalne sformułowanie bardzo mocno podkreśla tę prawdę. Nie oznacza ono, że ciała wierzących nie umrą. Nawet dzieci Najwyższego umierają, tak jak inni ludzie, a naśladowcy Chrystusa nieraz cierpieli śmierć częściej niż inni. Jak więc należy rozumieć tę obietnicę? Na trzy sposoby. Po pierwsze, śmierć zmienia dla nich znaczenie i nie jawi się już jako ostateczna. Traci swój postrach, a wierzący patrzą przez nią ku temu, co nastąpi potem. Po drugie, jej władza zostaje złamana. Wierzący mogą przez nią przejść, lecz nie pozostaną na zawsze w jej mocy. Nadejdzie dzień, gdy śmierć zostanie pochłonięta przez zwycięstwo. Po trzecie, zostają całkowicie wybawieni od śmierci wiecznej, czyli drugiej śmierci. To właśnie tę śmierć, trwającą na wieki i przeciwstawną życiu wiecznemu, Jezus ma tu na myśli. Wierzący nigdy jej nie zaznają, bo nie zostaną potępieni. Otrzymają wieczne dziedzictwo, gdzie nie będzie już śmierci. Choć teraz nie mogą uniknąć jej widoku ani jej doświadczenia, wkrótce znajdą się tam, gdzie już nigdy jej nie ujrzą.

Żydzi sprzeciwiają się temu nauczaniu. Zamiast uchwycić się cennej obietnicy nieśmiertelności, której pragnie ludzka natura, wykorzystują ją, by znieważyć Tego, który ją składa. Mówią, że Jezus ma demona, czyli że jest szalony i mówi niedorzeczności. Widać tu, jak ludzie potrafią deptać wielkie obietnice Ewangelii. Gdyby naprawdę mieli dowody na Jego szaleństwo, dlaczego już wcześniej, zanim pojawił się jakikolwiek taki dowód, mówili, że ma demona? Złośliwość często działa właśnie w ten sposób: najpierw rzuca oszczerczy zarzut, a dopiero potem szuka na niego dowodów. Gdyby Jezus wyraźnie nie okazał się nauczycielem posłanym przez Boga, ludzie mogliby wyśmiać taką obietnicę. Jednak Jego nauczanie miało wyraźnie boskie pochodzenie, potwierdzały je cuda, a Pisma żydowskie uczyły, że należy oczekiwać takiego proroka i w Niego uwierzyć. Odrzucając Go, Żydzi odwracali się więc od obietnicy, której spełnienia oczekiwały ich plemiona (Dzieje Apostolskie 26:7).

Rozumowali też przeciwko Jezusowi, dając sobie w ten sposób okazję do ataku. Sądzili, że uważa się za kogoś większego od Abrahama i proroków. Abraham umarł, prorocy również. To prawda. Prawdą jest też, że ci Żydzi należeli do ludu, który zabijał takich posłańców. Abraham i prorocy byli wielkimi ludźmi: cieszyli się Bożą przychylnością i szacunkiem dobrych ludzi. Byli także posłuszni słowu Boga, a jednak umarli. Nigdy nie twierdzili, że mogą dać nieśmiertelność. Każdy z nich umarł w swoim czasie i został przyłączony do swego ludu. Ich chlubą było to, że umierali w wierze, ale umierali. Dlaczego więc dobry człowiek miałby bać się śmierci, skoro umarli Abraham i prorocy? Oni przeszli już przez tę ciemną dolinę, co może pomóc nam stawić czoła śmierci z mniejszym lękiem.

Żydzi sądzili, że Chrystus mówi bez sensu, gdy oznajmia, że kto zachowa Jego słowo, nie zazna śmierci na wieki. Zaznać śmierci znaczy tyle samo, co ją ujrzeć. Śmierć można opisać jako bolesną dla wszystkich zmysłów, bo niszczy je wszystkie. Ich argument opierał się jednak na dwóch błędach. Po pierwsze, uznali, że Chrystus obiecuje uwolnienie od śmierci w doczesnym życiu, ale nie to miał na myśli. W rozumieniu Jezusa nie było prawdą, że Abraham i prorocy nie żyją, ponieważ Bóg nadal jest Bogiem Abrahama i świętych proroków (Apokalipsa św. Jana 22:6). Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, a zatem Abraham i prorocy nadal żyją. W znaczeniu, jakie nadał tym słowom Chrystus, nie ujrzeli ani nie zaznali śmierci. Po drugie, Żydzi zakładali, że nikt nie może być większy od Abrahama i proroków. Powinni jednak wiedzieć, że Mesjasz będzie większy od każdego z nich. Wypełniali swoje powołanie, ale On przewyższał ich wszystkich, a ich wielkość również pochodziła od Niego. Abraham był zaszczycony jako ojciec Mesjasza, a prorocy jako ci, którzy zapowiadali Jego przyjście. Chrystus miał więc imię o wiele większe niż ich. Zamiast uznać Jego słowa za dowód, że ma demona, Żydzi powinni byli na podstawie Jego czynów, jakich Abraham i prorocy nie dokonywali, rozpoznać w Nim Chrystusa. Lecz ich oczy były zaślepione.

Z pogardą pytają, za kogo Jezus się uważa, jakby kierowała Nim pycha i chęć popisywania się. W rzeczywistości daleko Mu było do wywyższania samego siebie. Przeciwnie, zakrywał swoją chwałę, ogołocił samego siebie, uniżył się i dał największy przykład pokory, jaki kiedykolwiek widziano.

Odpowiedź Chrystusa na ich zarzut jest cierpliwa i staranna. Nadal z nimi rozmawia, aby każde usta zostały zamknięte. Mógł ich uciszyć albo natychmiast uśmiercić, ale był to czas Jego cierpliwości. W odpowiedzi nie opiera się na własnym świadectwie o sobie, bo samo ono nie wystarcza. Gdybym sam siebie otaczał chwałą, moja chwała nic by nie znaczyła. Gdybym sam siebie wywyższał, niczego by to nie dowodziło.

Samouwielbienie nie przynosi prawdziwej chwały, a pogoń za nią kończy się jej utratą. Chwała, którą ktoś przyznaje sam sobie, jest pozorem i pustym wyobrażeniem. Pismo nazywa ją próżną chwałą, bo nie ma w niej nic trwałego (Księga Przysłów 25:27). Ludzie, którzy podziwiają samych siebie, oszukują samych siebie. Nasz Pan Jezus nie próbował zdobyć chwały dla siebie, wbrew oskarżeniom swoich przeciwników. Ukoronował Go Ten, który jest prawdziwym źródłem chwały. Jezus nie ustanowił sam siebie arcykapłanem, lecz został powołany przez Boga (List do Hebrajczyków 5:4–5).

Jezus kieruje następnie uwagę na swojego Ojca, Boga, oraz na ich ojca, Abrahama. Mówi, że to Ojciec Go otacza chwałą. Po pierwsze, oznacza to, że cała chwała, do której Jezus się odwołuje, pochodzi od Ojca. Jezus wzywał Żydów, by w Niego uwierzyli, poszli za Nim i zachowywali Jego słowo, a wszystko to świadczyło o przyznanej Mu chwale. To Ojciec dał Mu siłę, napełnił Go pełnią, uświęcił Go, opieczętował i posłał na świat, aby otrzymał należną Mesjaszowi cześć. Dzięki temu Jezus miał pełne prawo wypowiadać te słowa.

Jezus mówi też, że we wszystkim, co dotyczy przyszłej chwały, polega na Ojcu. Nie zabiegał o uznanie otaczających Go ludzi. Zwracał się raczej ku chwale obiecanej Mu przez Ojca, którą miał u Ojca, zanim powstał świat. Dążył do chwały, jaką miał Mu dać Ojciec, do imienia, które miał Mu nadać, i do wywyższenia opisanego w Liście do Filipian 2:8–9. Chrystus i wszyscy, którzy do Niego należą, polegają na Bogu w sprawie swojej chwały. Kto ma pewność, że zostanie uznany tam, gdzie jest naprawdę znany, nie potrzebuje aprobaty tych, przed którymi pozostaje nieznany.

Jezus nadal odwołuje się do świadectwa Ojca, choć Żydzi nie chcą go przyjąć. Daje Mu to sposobność, by wyjaśnić, dlaczego nie wierzą mimo tego świadectwa: nie znają Boga. Jakby mówił: „Po co mam wam mówić, że mój Ojciec otacza Mnie chwałą, skoro nic o Nim nie wiecie? Twierdzicie, że jest waszym Bogiem, ale Go nie poznaliście”.

Żydzi powoływali się na szczególną więź z Bogiem. Mówili, że jest ich Bogiem, Bogiem, którego wybrali, i że są Izraelem. Jednak nie każdy, kto należy do Izraela z nazwy, naprawdę do niego należy (List do Rzymian 9:6). Wielu ludzi nazywa Boga swoim, choć w rzeczywistości nie ma do tego prawa. Żydzi mówili tak, jakby Pan był ich Bogiem, a jednocześnie znieważali chwałę Jakuba i ufali fałszywym słowom. Niewiele daje samo powiedzenie: „On jest naszym Bogiem”, jeśli naprawdę nie jesteśmy Jego ludem i nie należymy do Niego szczerze. Chrystus przypomina im o tym twierdzeniu, bo przez nie ich niewiara staje się jeszcze cięższa. Każdy oddaje cześć tym, których czci jego Bóg, a ci Żydzi, choć mówili, że Pan jest ich Bogiem, starali się okryć hańbą Tego, którego Bóg otoczył chwałą. Wyznawanie przymierza z Bogiem bez życia zgodnego z tym wyznaniem obróci się przeciwko nam.

Jezus ujawnia też, że nie znają Boga, mimo iż twierdzą, że Go znają: „A jednak Go nie poznaliście”. Może to znaczyć, po pierwsze, że wcale Go nie znali. Faryzeusze tak bardzo zajmowali się swoimi tradycjami dotyczącymi spraw drobnych i nieistotnych, że pomijali najważniejszą wiedzę. Może też znaczyć, po drugie, że nie znali Go właściwie, a to niemal tak samo złe, jak nie znać Go wcale. Można zręcznie rozprawiać o Bogu, a mimo to wyobrażać sobie, że jest taki jak my. Można znać imię Boga, a nie wiedzieć nic o Jego prawdziwym charakterze.

Wielu ludzi twierdzi, że łączy ich z Bogiem bliska więź, ale w rzeczywistości nie są Jego przyjaciółmi. Potrafią jedynie używać Jego imienia w rozmowach i sporach, lecz nie znają Jego natury, przymiotów ani tego, jak postępuje ze swoimi stworzeniami. To rzecz haniebna (Pierwszy List do Koryntian 15:34). Wielu ludzi pociesza się i oszukuje samym tytułem, który ma świadczyć, że należą do nieznanego Boga. Chrystus stawia Żydom ten zarzut, aby pokazać, jak puste było ich twierdzenie. Mówili, że Bóg jest ich Bogiem, lecz własną niewiedzą dowodzili, że to nieprawda. Człowiek całkowicie demaskuje się jako oszust, gdy nic nie wie o tych, którym rzekomo jest wierny.

To wyjaśnia również, dlaczego nauczanie i cuda Chrystusa nie poruszyły ich serc. Nie znali Boga, więc nie rozpoznali w Chrystusie obrazu Boga ani nie usłyszeli Jego głosu. Ludzie nie przyjmują Ewangelii Chrystusa, ponieważ nie znają Boga. Nie poddają się sprawiedliwości Chrystusa, bo nie rozumieją sprawiedliwości Bożej (List do Rzymian 10:3). Tych, którzy nie znają Boga i nie są posłuszni Ewangelii Chrystusa, łączy wspólny sąd (Drugi List do Tesaloniczan 1:8).

Następnie Jezus podaje powód, dla którego jest tak pewny, że Ojciec odda Mu cześć i uzna Go za swojego: „Ja Go znam”. Powtarza: „Ja Go znam”, aby pokazać nie tylko bliską znajomość z Ojcem, jak ktoś, kto przebywał w Jego obecności, lecz także pełną pewność, że Ojciec będzie Go wspierał i stanie przy Nim we wszystkim, co czyni. Odpowiada to proroctwu o Nim: „Wiem, że nie doznam wstydu, bo blisko jest Ten, który mnie uniewinnia” (Księga Izajasza 50:7-8). Podobnie mówił Paweł: „Wiem, komu uwierzyłem” (Drugi List do Tymoteusza 1:12). Jezus wiedział, że Ojciec jest wierny i wszechmocny, i że w pełni angażuje się w sprawę, o której Jezus wiedział, iż jest sprawą samego Boga.

Jezus mówi o tym z całkowitą pewnością, niczego nie ukrywając i nie wstydząc się: „Gdybym mówił, że Go nie znam, byłbym kłamcą takim jak wy”. Nie zaparłby się swojej więzi z Bogiem, żeby przypodobać się Żydom, uniknąć ich obelg ani oszczędzić sobie dalszych kłopotów. Nie odwołałby swoich słów ani nie przyznałby, że się mylił lub oszukiwał. Gdyby tak postąpił, składałby fałszywe świadectwo przeciwko Bogu i samemu sobie. Ci, którzy zapierają się swojej wiary i więzi z Bogiem, są kłamcami tak samo jak obłudnicy udający, że Go znają, choć w rzeczywistości Go nie znają.

Jezus dowodzi następnie, że zna Ojca: „Znam Go i zachowuję Jego słowo”. Jako człowiek Chrystus przestrzegał prawa moralnego, które wskazuje, jak należy żyć. Jako Odkupiciel, Ten, który zbawia, był też posłuszny prawu wyznaczającemu obowiązki Pośrednika między Bogiem a ludźmi. W obu tych aspektach zachowywał słowo Ojca i dochowywał wierności temu, co sam przekazywał z Jego polecenia. Jezus wzywa nas, byśmy zachowywali Jego słowa (Ewangelia Jana 8:51), a zarazem dał nam doskonały, nieskazitelny przykład posłuszeństwa. Zachowywał słowa Ojca, dlatego słusznie Ten, który sam nauczył się posłuszeństwa, miał uczyć posłuszeństwa innych (List do Hebrajczyków 5:8-9). W ten sposób Chrystus pokazał, że naprawdę zna Ojca. Najlepszym dowodem na to, że znamy Boga, jest nasze posłuszeństwo wobec Niego.

Tylko ci, którzy zachowują słowo Boże, naprawdę znają Boga. Ta prawda jest już ustalona (Pierwszy List Jana 2:3). Wiemy, że Go znamy, a nie tylko sobie to wyobrażamy, jeśli przestrzegamy Jego przykazań. Potem Chrystus przypomina im o ich ojcu, Abrahamie, którego z dumą nazywali swoim ojcem, i tym kończy spór.

Chrystus mówi, że Abraham wyglądał Jego przyjścia i oddał Mu cześć: „Wasz ojciec Abraham rozradował się, bo miał ujrzeć mój dzień. Ujrzał go i ucieszył się” (Ewangelia Jana 8:56). Jezus pokazuje w ten sposób, że nie bez powodu mówił o sobie jako o kimś większym od Abrahama. Abraham na dwa sposoby odnosił się do obiecanego Mesjasza. Po pierwsze, gorąco pragnął ujrzeć Jego dzień i z niecierpliwością na niego czekał. Użyte tu słowo wyraża więcej niż zwykłą radość, ponieważ w dalszej części wersetu czytamy: „Ujrzał go i ucieszył się”. Niesie ono myśl o usilnym dążeniu do czegoś, podobnym do tego, co zrobił Zacheusz, który pobiegł naprzód i wspiął się na drzewo, żeby zobaczyć Jezusa.

Wiadomości, które docierały do Abrahama o nadchodzącym Mesjaszu, rozbudzały w nim głębokie oczekiwanie i pragnienie, by dowiedzieć się więcej. Nawet niewielka wskazówka dotycząca czegoś ważnego skłania ludzi do pytań: kto, co, gdzie, kiedy i jak? Tak właśnie prorocy Starego Testamentu, mając tylko ogólne pojęcie o nadchodzącej łasce, pilnie jej poszukiwali (Pierwszy List Piotra 1:10). Abraham pragnął tego równie gorąco. Bóg powiedział mu o ziemi, którą da jego potomkom, oraz o czci i bogactwie, jakie dla nich zaplanował (Księga Rodzaju 15:14). Abraham nie tęsknił jednak za tym tak, jak tęsknił za dniem Syna Człowieczego. Nie potrafił pozostać obojętny wobec obiecanego potomka tak, jak potrafił wobec obiecanej ziemi.

Uczy nas to, że każdy, kto naprawdę poznał Chrystusa choćby w jakiejś mierze, będzie pragnął poznawać Go coraz lepiej. Ci, którzy dostrzegają pierwsze promienie Słońca sprawiedliwości, chcą zobaczyć, jak wschodzi ono w pełni. Tajemnica odkupienia tak bardzo pociąga nawet aniołów, że pragną w nią wejrzeć, a my powinniśmy pragnąć tego jeszcze bardziej, bo dotyczy nas bezpośrednio. Abraham chciał zobaczyć dzień Chrystusa, choć miał on nadejść dopiero w odległej przyszłości. Tymczasem niewierzące pokolenie, wśród którego żył Jezus, nie rozpoznało Jego dnia i nie przyjęło Go, gdy nadszedł. Serce pełne łaski miłuje przyjście Chrystusa i za nim tęskni, natomiast serce przywiązane do świata lęka się go i nienawidzi.

Po drugie, Abraham głęboko się ucieszył tym, co ujrzał z dnia Chrystusa: „Ujrzał go i ucieszył się”. Bóg odpowiedział na jego święte pragnienie. Abraham chciał zobaczyć dzień Chrystusa i rzeczywiście go ujrzał. Nie widział go tak pełnie i wyraźnie jak my, żyjący w czasach Ewangelii, ale dostrzegł jego część, a z czasem zobaczył więcej niż na początku. Temu, kto już ma, będzie dane więcej, a temu, kto prosi i korzysta z tego, co otrzymał, Bóg da głębsze poznanie Chrystusa.

W jaki sposób Abraham ujrzał dzień Chrystusa? Niektórzy rozumieją to jako widzenie, którego doznał w przyszłym świecie. Gdy jego dusza została uwolniona od ciała, Abraham zobaczył niebiańskie tajemnice królestwa Bożego. Kalwin wspomina tę interpretację i nie odrzuca jej stanowczo. Pragnienie pobożnych dusz, by ujrzeć Jezusa Chrystusa, zostanie w pełni zaspokojone w niebie, a nie wcześniej. Częściej jednak uważa się, że Abraham zobaczył coś z dnia Chrystusa jeszcze w tym życiu. Ci, którzy nie otrzymali obietnic, widzieli je z daleka (List do Hebrajczyków 11:13). Balaam ujrzał Chrystusa, lecz nie w tamtym czasie ani nie z bliska.

Możliwe, że Abraham otrzymał osobiste widzenie Chrystusa i Jego dnia, które go pokrzepiło, choć nie zostało zapisane, podobnie jak widzenie Daniela miało być zamknięte i opieczętowane aż do końca (Księga Daniela 12:4). Chrystus wiedział lepiej niż Mojżesz, co ujrzał Abraham. Pismo Święte opisuje jednak kilka wydarzeń, w których Abraham dostrzegł więcej z nadchodzącego dnia, niż zobaczył, gdy po raz pierwszy otrzymał obietnicę. W Melchizedeku, kapłanie podobnym do Syna Bożego, ujrzał obraz wiecznego kapłaństwa. Zobaczył Pana ukazującego się na równinie Mamre wraz z dwoma aniołami. Gdy skutecznie wstawiał się za Sodomą, zobaczył zapowiedź wstawiennictwa Chrystusa. Wypędzenie Izmaela i potwierdzenie przymierza przez Izaaka ukazywały mu dzień Ewangelii, czyli dzień Chrystusa, bo wydarzenia te miały znaczenie symboliczne. Gdy ofiarował Izaaka, a potem zamiast niego barana, zobaczył podwójny obraz wielkiej ofiary. Nawet nazwa, którą nadał temu miejscu — „Pan zapewni” lub „będzie widziane” — sugeruje, że dostrzegł tam coś, czego inni nie widzieli. A gdy polecił słudze położyć rękę pod jego udo podczas przysięgi, myślał o Mesjaszu.

Abraham z radością przyjmował to, co Bóg pozwalał mu odkryć o dniu Chrystusa. Zobaczył go i się ucieszył. Cieszył się Bożą przychylnością wobec siebie, a także miłosierdziem, które Bóg przygotowywał dla świata. Być może słowa te odnoszą się nawet do śmiechu Abrahama, gdy Bóg obiecał mu syna z Sary (Księga Rodzaju 17:16-17). Nie był to śmiech niedowierzania, jak w przypadku Sary, lecz radości. W tej obietnicy Abraham ujrzał dzień Chrystusa, a napełniło go to niewysłowioną radością. Przyjął więc obietnice. Wiara, która pozwala ujrzeć Chrystusa i Jego dzień, napełnia serce radością. Nie ma radości większej niż radość płynąca z wiary. Nie poznajemy prawdziwego szczęścia, dopóki nie poznamy Chrystusa.

Żydzi sprzeciwili się temu i szydzili z Jezusa (Ewangelia Jana 8:57). Powiedzieli: „Nie masz jeszcze pięćdziesięciu lat, a widziałeś Abrahama?”. Zakładali, że skoro Abraham widział Chrystusa i Jego dzień, to Chrystus musiał w podobny sposób widzieć Abrahama. Jezus niekoniecznie miał to na myśli, choć Jego słowa można było przekręcić i wykorzystać przeciwko Niemu. Prawdą było jednak, że Chrystus widział Abrahama i rozmawiał z nim jak człowiek z przyjacielem. Żydzi uznali też za niedorzeczne, że Jezus twierdzi, iż widział Abrahama, który umarł wiele stuleci wcześniej. Myśleli wyłącznie w kategoriach cielesnych, podczas gdy Chrystus mówił o rzeczywistości duchowej.

Dali sobie w ten sposób kolejną okazję, by szydzić z Jego młodego wieku, jakby był zbyt młody, by cokolwiek wiedzieć. „Nie masz jeszcze pięćdziesięciu lat” — powiedzieli. Równie dobrze mogli powiedzieć: „Nie masz jeszcze czterdziestu”, bo Jezus miał około trzydziestu dwóch lub trzydziestu trzech lat. Ireneusz, jeden z wczesnych ojców Kościoła, powoływał się na ten werset, by poprzeć tradycję, którą, jak twierdził, usłyszał od ludzi znających Jana: że Jezus dożył pięćdziesięciu lat. Pokazuje to, jak mało należy ufać tradycji. W tym przypadku Żydzi mówili nieprecyzyjnie. Wybrali wiek wyraźnie wyższy od wieku Jezusa: nie wyglądał na czterdziestolatka, a oni byli pewni, że nie może mieć pięćdziesięciu lat, tym bardziej zaś, że żył przed Abrahamem.

Starość często uznawano za rozpoczynającą się w wieku pięćdziesięciu lat (Księga Liczb 4:47), więc ich drwina prawdopodobnie znaczyła: „Nie jesteś nawet jeszcze starym człowiekiem. Wielu z nas jest znacznie starszych, a nigdy nie twierdziliśmy, że widzieliśmy Abrahama”. Niektórzy sądzą, że Jego twarz tak się zmieniła z powodu cierpienia i czuwania, iż wyglądał na około pięćdziesiąt lat. Jeśli tak było, Jego wygląd odpowiadał proroctwu, że Jego oblicze było tak oszpecone, iż nie przypominał człowieka (Księga Izajasza 52:14).

Na tę zniewagę Jezus odpowiedział uroczystym stwierdzeniem, które sięgało czasów sprzed Abrahama (Ewangelia Jana 8:58). Powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam” — zwracając się nie tylko do uczniów, którzy się z Nim zgadzali, lecz także bezpośrednio do swoich wrogów. „Zanim Abraham się narodził, Ja jestem”. Zmiana sformułowania ma znaczenie: Abraham zaistniał, Chrystus zaś po prostu mówi: „Ja jestem”.

Słowa te ukazują Abrahama jako stworzenie, a Chrystusa jako Stwórcę. Jezus istniał przed Abrahamem na dwa sposoby. Po pierwsze, jako Bóg. Słowa „Ja jestem” to imię Boga (Księga Wyjścia 3:14). Mówią o Jego samoistności, niezmiennym życiu i wiecznym istnieniu, o tym, że jest Pierwszy i Ostatni (Apokalipsa św. Jana 1:8). Istniał więc przed Abrahamem i przed powstaniem wszystkich światów (Ewangelia Jana 1:1; Księga Przysłów 8:23).

Po drugie, jako Pośrednik, czyli Ten, który został wybrany, by pojednać Boga z ludźmi, był obiecanym Mesjaszem na długo przed Abrahamem. Był Barankiem zabitym od założenia świata (Apokalipsa św. Jana 13:8), Tym, przez którego Bóg zawsze obdarzał ludzi światłem, życiem i miłością. Oznacza to również, że Chrystus jest prawdziwie Boski i od wieczności pozostaje niezmienny (List do Hebrajczyków 13:8). Od Adama począwszy, był dla wszystkich wierzących mądrością, sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem. Był taki dla Abla, Henocha, Noego, Sema i wszystkich patriarchów, którzy żyli i umierali w wierze, zanim narodził się Abraham.

Abraham był ojcem narodu żydowskiego, skałą, z której został on wyciosany. Skoro więc Chrystus istniał przed Abrahamem, Jego nauczanie i religia nie były nowym wymysłem. W swojej istocie wyprzedzały judaizm i powinny mieć pierwszeństwo.

To wielkie stwierdzenie natychmiast zakończyło spór. Nie mogli znieść już ani jednego słowa, a Jezus powiedział dość, by uzasadnić wszystkie swoje twierdzenia. Można by oczekiwać, że przemowa tak pełna łaski i chwały przekona ich do Niego. Głębokie uprzedzenie wobec Jego świętego i duchowego nauczania, które sprzeciwiało się ich pysze i przywiązaniu do rzeczy doczesnych, udaremniło jednak wszelkie próby przekonania ich. Wypełniło się wtedy proroctwo, że gdy posłaniec przymierza przyjdzie do swojej świątyni, oni nie zniosą dnia Jego przyjścia, bo będzie jak ogień złotnika (Księga Malachiasza 3:1-2).

Rozgniewani słowami Jezusa podnieśli kamienie, by Go ukamienować (Ewangelia Jana 8:59). Być może uznali, że dopuścił się bluźnierstwa, a za bluźnierstwo rzeczywiście należało ukamienować (Księga Kapłańska 24:16). Najpierw jednak należało przeprowadzić zgodny z prawem proces i skazać winnego. Sprawiedliwość i porządek przestają istnieć, gdy każdy samowolnie przyznaje sobie prawo do wymierzania kary. Przed chwilą powiedzieli, że Jezus postradał zmysły. Gdyby to była prawda, nie należałoby traktować Go jak przestępcy z powodu Jego słów.

Podnieśli kamienie. Doktor Lightfoot twierdzi, że kamienie mogły leżeć w świątyni, bo robotnicy prowadzili tam naprawy lub rozbudowę i mieli pod ręką odłupane kawałki. Pokazuje to przerażającą władzę grzechu i szatana nad ludźmi, którzy odmawiają posłuszeństwa. Kto by pomyślał, że otwarty bunt może skierować się przeciwko Temu, który tak wyraźnie objawił się jako Syn Boży? W tym sensie każdy człowiek wciąż ma kamień gotowy, by cisnąć nim w świętą religię Chrystusa (Dzieje Apostolskie 28:22).

Jezus wymknął się wtedy z ich rąk. Najpierw ukrył się. Tekst mówi, że był ukryty — być może osłonili Go ludzie z tłumu, którzy Mu sprzyjali, a może schował się za ścianami lub kolumnami świątyni. Być może stało się to za sprawą Bożej mocy: jakby zasłonił ich oczy mgłą i stał się dla nich niewidzialny. Gdy niegodziwi dochodzą do władzy, prawy i mądry człowiek może znaleźć ukrycie (Księga Przysłów 28:12, 28). Chrystus nie bał się ani nie wstydził tego, co powiedział, lecz Jego godzina jeszcze nie nadeszła. Swoim przykładem pokazał również, że Jego naśladowcy mogą uciekać w czasie prześladowań, jeśli są do tego zmuszeni. Pan ukrył Jeremiasza i Barucha (Księga Jeremiasza 36:26).

Po drugie, odszedł. Wyszedł ze świątyni i przeszedł pośród nich, a oni Go nie rozpoznali. Nie była to tchórzliwa ucieczka ani znak winy lub strachu. Przepowiedziano, że nie osłabnie i nie upadnie na duchu (Księga Izajasza 42:4). Pokazało to Jego władzę nad wrogami, którzy mogli uczynić tylko tyle, na ile im pozwolił. Później, gdy Go pojmano, sam oddał się dobrowolnie (Ewangelia Jana 10:18). Myśleli, że mają Go w pułapce, a jednak przeszedł pośród nich — być może oślepli albo nie mogli poruszyć rękami — i zostawił ich z niczym, jak lwa, któremu umknęła zdobycz.

Pokazało to także mądrą troskę Jezusa o własne bezpieczeństwo, bo Jego dzieło nie było jeszcze skończone, a świadectwo nie zostało jeszcze w pełni złożone. Dał przykład zgodny z ustanowioną przez siebie zasadą: gdy ludzie prześladują nas w jednym mieście, powinniśmy uciekać do innego. W razie potrzeby nawet na pustkowie, jak Eliasz (Pierwsza Księga Królewska 19:3-4) i jak kobieta, czyli Kościół, która udała się na pustynię (Apokalipsa św. Jana 12:6). Jezus mógł sprawić, że same kamienie zawołałyby przeciwko nim albo że ziemia otworzyłaby się i ich pochłonęła. Zamiast tego wybrał sposób działania, który Jego naśladowcy mogli powtórzyć bez cudu.

Było to również sprawiedliwe opuszczenie tych, którzy — gorzej niż mieszkańcy Gadary — wypędzili Go spośród siebie. Chrystus nie przebywa długo z ludźmi, którzy każą Mu odejść. Później znów odwiedził świątynię, jakby z ociąganiem się z nią żegnał, lecz w końcu opuścił ją na zawsze i pozostawił pustą. Przeszedł pośród Żydów, a nikt nie poprosił Go, by został, ani nawet nie wyciągnął ręki, by Go zatrzymać. Bóg nigdy nie opuszcza człowieka, dopóki człowiek najpierw Go nie odrzuci i nie odmówi Mu miejsca. Kalwin zauważa, że gdy arcykapłani wypędzili Chrystusa ze świątyni, z dumą twierdzili, że nadal ją posiadają. Mylą się jednak ci, którzy chlubią się kościołem lub świątynią, którą Chrystus opuścił.

Gdy Chrystus ich opuścił, odszedł spokojnie i niezauważony, tak że nie spostrzegli, iż już Go nie ma. Pokazuje to, że odejście Chrystusa od wspólnoty lub konkretnego człowieka często pozostaje ukryte i nie od razu zostaje zauważone. Królestwo Boże nie przychodzi w sposób widoczny, a często także nie w taki sposób odchodzi (Księga Sędziów 16:20). Samson nie wiedział, że Pan go opuścił. Tak samo było z opuszczonymi przez Boga Żydami: Bóg ich opuścił, a oni nawet nie zauważyli Jego nieobecności.

diversity_3 Perspektywy chrześcijańskiej AI

Heart
Serce Inteligencja emocjonalna
Słowa z Ewangelii Jana 8:51 padają w chwili narastającego sporu. Rozmówcy Jezusa słyszą w nich obietnicę i odczytują ją dosłownie, pytając o Abrahama i proroków, którzy przecież umarli. Słychać w tym pytaniu zdziwienie i gniew. … Przeczytaj pełną perspektywę Pokaż mniej

Słowa z Ewangelii Jana 8:51 padają w chwili narastającego sporu. Rozmówcy Jezusa słyszą w nich obietnicę i odczytują ją dosłownie, pytając o Abrahama i proroków, którzy przecież umarli. Słychać w tym pytaniu zdziwienie i gniew. Sam fragment nie rozwija jednak tej myśli, tylko stawia warunek: obietnica dotyczy tego, kto zachowa Jego naukę. Czasownik „zachować” brzmi tu jak troska o coś cennego. Tak strzeże się rzeczy bliskich, do których często wraca się myślami i które nosi się w sercu. Słowo „zazna” mówi z kolei o czymś przeżytym, a nie tylko pojętym rozumem. Ewangelia nie wyjaśnia dokładnie, na czym polega niezaznanie śmierci, i ta otwartość pozwala czytać ten fragment powoli, z uwagą na to, co naprawdę w nas trwa. Najmocniej porusza jednak to, kto wypowiada te słowa. Jezus mówi o życiu w chwili, gdy sam jest odrzucany i źle rozumiany. Obietnica nie zostaje cofnięta przez niezrozumienie, lecz stoi obok sporu, który zdaje się jej przeczyć. Wierność Jego nauce może więc trwać nawet wtedy, gdy wokół brakuje zgody.

Mind
Umysł Mądrość teologiczna
Jezus mówi: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. W sporze rozmówcy słyszą w tych słowach obietnicę uniknięcia zwykłej, cielesnej śmierci i wskazują, że Abraham oraz prorocy umarli. Nieporozumienie odsłania stawkę wypowiedzi: … Przeczytaj pełną perspektywę Pokaż mniej

Jezus mówi: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. W sporze rozmówcy słyszą w tych słowach obietnicę uniknięcia zwykłej, cielesnej śmierci i wskazują, że Abraham oraz prorocy umarli. Nieporozumienie odsłania stawkę wypowiedzi: Jezus nie przedstawia się jako nauczyciel oferujący dłuższe życie, lecz mówi o życiu, którego śmierć nie może ostatecznie odebrać. Kluczowe jest słowo „zachowa”. W bezpośrednim kontekście Jezus łączy przynależność do Boga ze słuchaniem Jego słów, a później mówi, że sam zachowuje słowa Ojca. Zachować naukę Jezusa znaczy więc nie tylko ją zapamiętać czy uznać za interesującą, ale pozostać przy niej i przyjąć ją jako wiążącą. Werset nie podaje jednak szczegółowego opisu życia po śmierci ani nie usuwa faktu biologicznego umierania. Nie obiecuje też, że wierzący unikną cierpienia czy śmierci cielesnej. Obietnica jest związana z trwaniem przy nauce Jezusa, a jej sens wykracza poza doczesność. W dalszej odpowiedzi Jezus podkreśla swoją wyjątkową relację z Ojcem i większe znaczenie niż Abraham. Dlatego słowa o śmierci na wieki są przede wszystkim roszczeniem do autorytetu: Jezus mówi, że Jego nauka prowadzi do życia, którego granicą nie jest grób.

Life
Życie Praktyczne zastosowanie
Jezus mówi to w ostrym sporze, po zarzutach, że jest opętany. Mówi: „Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” (Ewangelia Jana 8:51). Słuchacze słyszą w tych słowach tylko … Przeczytaj pełną perspektywę Pokaż mniej

Jezus mówi to w ostrym sporze, po zarzutach, że jest opętany. Mówi: „Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” (Ewangelia Jana 8:51). Słuchacze słyszą w tych słowach tylko to, co dosłowne, bo pytają, czy Jezus jest większy od Abrahama, który umarł. Ich reakcja pokazuje, jak łatwo przeoczyć sens obietnicy. Warunkiem jest zachowanie nauki. Nie chodzi tu o jednorazowe przyjęcie słów ani o samą wiedzę o nich. Ten sam czasownik pojawia się w Ewangelii Jana 8:55, gdzie Jezus mówi, że zachowuje słowa swojego Ojca. Rozmówcy mówią o Bogu jako o swoim Bogu, a jednak Go nie znają. Jezus wskazuje więc na wierność słowu, a nie na formułę wypowiedzianą raz. W tym fragmencie nie ma opisu cierpienia ani gwarancji życia wolnego od trudności. Jest natomiast zapowiedź, że relacja z Jezusem i Jego słowem wyznacza inną perspektywę niż ta, którą widzą Jego przeciwnicy. Różnica między dosłownym rozumieniem a słowem Jezusa czyni ten werset kluczem do zrozumienia całej rozmowy.

Soul
Dusza Perspektywa wieczności
Jezus mówi o życiu, które śmierć nie potrafi unieważnić. Jego słuchacze odpowiadają, że umarli Abraham i prorocy, jakby kres ciała rozstrzygał o wszystkim. Właśnie wobec tej oczywistej prawdy brzmi obietnica: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, … Przeczytaj pełną perspektywę Pokaż mniej

Jezus mówi o życiu, które śmierć nie potrafi unieważnić. Jego słuchacze odpowiadają, że umarli Abraham i prorocy, jakby kres ciała rozstrzygał o wszystkim. Właśnie wobec tej oczywistej prawdy brzmi obietnica: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Zachować naukę Jezusa znaczy więcej niż zapamiętać Jego słowa. To pozwolić, by stały się trwałym punktem odniesienia, nawet gdy wierność kosztuje albo nie przynosi widocznej nagrody. W dalszych słowach Jezus mówi, że zna Ojca i zachowuje Jego słowa. Jego obietnica wyrasta więc z więzi z Ojcem, a nie z ludzkiej zdolności pokonania śmierci własnymi siłami. Nie jest to zapewnienie, że wierzący uniknie fizycznej śmierci. Jezus nie obiecuje życia bez kresu w doczesnym porządku, lecz życie, którego kres nie stanowi ostatecznego oddzielenia od Boga. Dlatego zachowywanie Jego nauki nie jest ceną za wieczność, lecz sposobem trwania przy Tym, który ją obiecuje. W tej perspektywie śmierć pozostaje bolesna i realna, ale nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa i Jego Ojca.

Chrześcijańska AI uwzględniająca wyznanie

Ewangelia Jana 8:51: zastosuj ten werset w swoim życiu już dziś

Uzyskaj wskazówki oparte na Piśmie Świętym, uwzględniające Twoje wyznanie i dopasowane do Twojej sytuacji.

1 Zadaj pytanie arrow_forward 2 Weź pod uwagę swoją tradycję arrow_forward 3 Zastosuj Pismo Święte

Bez karty płatniczej • Wskazówki oparte na Biblii • Bezpłatne kredyty na start: 15

healing Zastosowanie wspierające regenerację

W Ewangelii Jana 8:51 Jezus mówi: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. W rozmowie, w której Jego słowa spotykają się z niezrozumieniem i sprzeciwem, wskazuje na życie przekraczające śmierć. Nie obiecuje, że wierzący unikną fizycznej śmierci, lęku ani cierpienia. Ta perspektywa może jednak pomagać mierzyć się z nimi bez uznawania, że ból jest całą prawdą o życiu.

Gdy lęk, depresja lub doświadczenie traumy odbierają poczucie bezpieczeństwa, zachowywanie nauki Jezusa można rozumieć jako powracanie do Jego słów i wartości: szukania prawdy, miłości i nadziei. Nie musi to oznaczać tłumienia emocji ani udawania, że wszystko jest dobrze. Pomocne może być spokojne oddychanie, nazwanie tego, co się czuje, i rozmowa z zaufaną osobą. Przy utrzymujących się objawach warto skorzystać ze wsparcia psychologa lub lekarza; troska o zdrowie psychiczne nie świadczy o braku wiary. Obietnica Jezusa dotyczy życia wiecznego, nie gwarancji natychmiastowej ulgi. Nadzieja może współistnieć z żałobą i potrzebą profesjonalnej pomocy.

Częste błędne zastosowania, których warto unikać

W Ewangelii Jana 8:51 Jezus mówi o życiu wiecznym związanym z zachowaniem Jego nauki. Nie jest to obietnica, że wierzący unikną biologicznej śmierci, cierpienia, choroby ani kryzysów psychicznych. Takie odczytanie może wywoływać lęk i poczucie winy, zwłaszcza gdy ktoś doświadcza żałoby lub choroby. Nie należy też używać tych słów, by wymuszać posłuszeństwo, uciszać pytania ani utrzymywać, że cierpienie dowodzi braku wiary. Jezus wypowiada je w sporze o swoją tożsamość i naukę, a słuchacze w kolejnym wersecie rozumieją je jako zaprzeczenie zwykłej śmierci.

Duchowe pocieszenie nie powinno zastępować uznania bólu ani potrzebnej pomocy. Jeśli lęk, rozpacz, bezsenność lub inne objawy utrudniają codzienne funkcjonowanie, warto skonsultować się z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem. Modlitwa i wsparcie wspólnoty mogą towarzyszyć profesjonalnej pomocy, ale jej nie zastępują.

Często zadawane pytania

Co oznacza Ewangelia Jana 8:51?
W Ewangelii Jana 8:51 Jezus mówi: „Zaprawdę, zaprawdę, mówię wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Obietnica dotyczy osoby, która zachowuje Jego naukę, czyli słucha jej i pozostaje jej wierna. Jezus wskazuje na życie, którego śmierć nie może odebrać. Nie obiecuje, że Jego uczniowie unikną fizycznej śmierci, lecz mówi o nadziei życia wiecznego. W kolejnych wersetach rozmówcy nie rozumieją tej obietnicy i sprzeciwiają się Jezusowi.
Czy Ewangelia Jana 8:51 oznacza, że wierzący nie umrą fizycznie?
Nie. W Ewangelii Jana 8:51 Jezus nie obiecuje, że osoby zachowujące Jego naukę nie umrą fizycznie. W następnym wersecie rozmówcy przypominają, że Abraham i prorocy umarli, i właśnie dlatego kwestionują Jego słowa. Wypowiedź Jezusa wskazuje na życie wieczne, a nie na uniknięcie śmierci ciała. Jej pocieszenie polega na tym, że śmierć nie ma ostatniego słowa wobec tych, którzy trwają przy nauce Jezusa.
Jaki jest kontekst Ewangelii Jana 8:51?
W Ewangelii Jana 8:51 Jezus rozmawia z ludźmi, którzy podważają Jego słowa i Go znieważają. W poprzednim wersecie mówi, że nie szuka własnej chwały, a w Ewangelii Jana 8:47 stwierdza, że kto jest z Boga, słucha słów Bożych. Gdy Jezus obiecuje, że zachowujący Jego naukę nie zazna śmierci na wieki, rozmówcy wskazują na śmierć Abrahama i proroków. Ten kontekst pokazuje, że spór dotyczy znaczenia Jego obietnicy i Jego tożsamości.
Co znaczy „zachować” naukę Jezusa w Ewangelii Jana 8:51?
Zachować naukę Jezusa oznacza przyjąć Jego słowa i pozostać im wiernym, a nie tylko je usłyszeć. W Ewangelii Jana 8:51 obietnica jest związana właśnie z zachowywaniem Jego nauki. Warto czytać ją razem z wcześniejszym stwierdzeniem Jezusa, że osoby należące do Boga słuchają słów Bożych (Ewangelia Jana 8:47). Werset nie przedstawia listy konkretnych działań ani nie mówi, że człowiek zasługuje na życie wieczne. Zachęca do uważnego słuchania Jezusa i trwania przy Jego nauce.
Jak zastosować Ewangelię Jana 8:51 w codziennym życiu?
Możesz odnieść Ewangelię Jana 8:51 do codzienności, pytając, czy słowa Jezusa wpływają na Twoje wybory, relacje i sposób traktowania innych. Zachowywanie Jego nauki zaczyna się od słuchania, ale obejmuje także wierność temu, czego naucza. Ten werset przypomina również o nadziei większej niż doczesne życie, nie obiecując, że ominą Cię cierpienie czy fizyczna śmierć. Czytaj go w kontekście rozmowy Jezusa z rozmówcami, którzy nie rozumieli Jego obietnicy.

Z tego rozdziału

Codzienna modlitwa

Otrzymuj e-mailem codzienne rozważanie biblijne

Zacznij każdy poranek od wersetu, modlitwy i prostego kroku na dziś.

Bezpłatnie. Możesz zrezygnować w dowolnym momencie. Nigdy nie udostępniamy Twojego adresu e-mail.

Ważna informacja: Wskazówki biblijne nie zastępują profesjonalnej pomocy w zakresie zdrowia psychicznego. Jeśli przeżywasz kryzys, skontaktuj się z Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym pod numerem 800 70 2222 lub niezwłocznie poszukaj profesjonalnej pomocy.

Bible Guided oferuje wsparcie oparte na wierze, które powinno uzupełniać profesjonalną pomoc terapeutyczną, a nie ją zastępować.